Ania - zaklinaczka psów

2017/08/10

Skąd pomysł na takie zajęcie?

 

Od małego interesowałam się zwierzętami, nastawiałam się na weterynarię. 5 lat pracowałam w lecznicy dla zwierząt (tam zdobyłam najwięcej doświadczenia), pomagałam pani weterynarz i to właśnie ona zaproponowała mi kurs strzyżenia psów w Łodzi. Okazał się on strzałem w dziesiątkę. Do dzisiaj doszkalam się 2-3 razy do roku, nie stoję w miejscu.

 

 

Jest to zdecydowanie kobiecy zawód – na wszelkich szkoleniach, seminariach, większość uczestniczek to właśnie kobiety.

 

Jak wygląda ta praca?

 

Do każdego psa trzeba podejść indywidualnie. Cierpliwość to absolutna podstawa. Mam profesjonalne nastawienie, nie mam czasu na czułości, trzeba sprawnie wykonać pracę. Nie boję się psów. Czuję się pewnie z tym, co robię - zwierzę wie, że mu nie ustąpię.

 

 

 

Ludzie popełniają spore błędy w wychowaniu czworonogów. Często są one po prostu rozpieszczone – potem niestety ja zbieram tego żniwo. Psy są grzeczniejsze i spokojniejsze, kiedy zostają bez właściciela. Wyczuwają, kiedy opiekun jest w pobliżu, wtedy robią się niespokojne i zaczynają się kręcić.

Pielęgnacja tych największych psów zajmuje dużo czasu, ale za to one są bardziej cierpliwe. Pozwalamy im usiąść, położyć się, mamy podnoszony stół.

 

 

Uwielbiam zajmować się dużymi psami. To sama przyjemność, kiedy dostaję takiego 80-kilogramowego pieska, mogę spokojnie go sobie wyczesywać nawet kilka godzin.

 

Chociaż oczywiście czasami jestem pogryziona – na SORZ-e znają mnie już bardzo dobrze. Ugryzień i zadrapań niestety się nie uniknie, a kaganiec nie jest dobrym rozwiązaniem, bo jednak trzeba go ściągnąć podczas zabiegu. W ekstremalnym przypadku pies dostaje premedykację, np. „głupiego jaśka”.

 

 

W pracy mam swoje wypracowane metody, np. przy trymowaniu nie używam trymerów. Stawiam na naturalność i pieski szorstkowłose skubię palcami. Nie golę do skóry, uważam że zwierzę musi mieć chociaż trochę ochrony np. przed promieniami słonecznymi. Pracuję z dobrymi kosmetykami, dbam o skórę psa. Psy są dokładnie wykąpane, wyczesane, pazury są obcięte, uszy wyczyszczone.

Zwiększa się świadomość ludzi pod kątem dbania o swoje zwierzaki. Kiedy pies przychodzi regularnie, co 2-3 miesiące, wtedy jest bardziej zadbany i mam mniej pracy. Najgorzej jest po zimie, wtedy wiele psów jest skołtunionych i zaniedbanych.

 

 

Wiele piesków ma nietypową okrywę włosową i trzeba się zastanowić jak ją wypielęgnować, żeby był świetny efekt. Ludzie kupują w sklepach przyrządy do wyczesywania psów, które najczęściej do niczego się nie nadają. Grzebień musi być odpowiednio dobrany do rodzaju włosa, pracę zaczynamy z najrzadszym grzebieniem (za dobry trzeba zapłacić 60-70 zł).

 

 

 

Zajmuję się również kotami, kocham je, wybaczam im wszelkie podrapania. Do kota trzeba mieć jednak inne podejście. Tylko nieliczne dają się wyczesać czy ogolić bez podania „głupiego jaśka”. Kiedy kot śpi, mogę spokojnie wykonać swoją pracę. Kocia skóra jest inna – pergaminowa, moment nieuwagi i skaleczenie gotowe.

 

Sprawia mi ogromną satysfakcję, kiedy praca jest dokładnie wykonana, kiedy wiem, że wszystko zostało zrobione jak należy. Bardzo lubię efekt „wow”, jaki osiągamy po wykonaniu wszelkich zabiegów. I zachwyt właścicieli. Mamy coraz więcej klientów, przyjeżdżają do nas z Wałbrzycha, Dzierżoniowa, a nawet z Wrocławia.

 

Anna Bidzińska

tel. 660 147 177

web.facebook.com/salonpsaikota/

 

 

 

Please reload