Konkretnie pod ratuszem

2018/03/16

W niezwykłym miejscu w Świdnicy - Piwnicy Ratuszowej - spotkałam się z Anią Łaniewską-Radaj - restauratorką, twórczynią tego miejsca.

 

„Piwnica Ratuszowa” - jak doszło do tego, że jesteś właśnie w tym miejscu?

 

Do Świdnicy przyjechałam 17 lat temu, czuję się świdniczanką. Początkowo prowadziłam z mężem pub Highlander, ale tak naprawdę jestem pasjonatką gotowania, sprawia mi to ogromną przyjemność. Goście, którzy mnie odwiedzali w domu, często namawiali mnie do otworzenia restauracji. I tak narodził się pomysł założenia własnego biznesu. Bardzo podoba mi się wnętrze Ratuszowej, uwielbiam miejsca z duszą.

 

 

Co znajdowało się tu przed Ratuszową?

 

Cały czas była tu restauracja, lokal ma już 700 lat. Było tu przechowywane wino i piwo świdnickie. Kiedyś sprzedawano tu tylko na rachunek miasta, przebywali tu rajcowie. Za czasów komuny była tu restauracja „Imzurowa” – mieszkańcy Świdnicy wspominają ją jako miejsce swojej młodości. Lokal przeszedł kapitalny remont, wszystkie cegły zostały odkryte. Pasjonat takich wnętrz stworzył to miejsce pod kątem architektonicznym, a ja przejęłam pałeczkę i kontynuuję jego dzieło

 

Co oferuje gościom Twoja restauracja?

 

Gotujemy, prowadzimy imprezy, jesteśmy tu do dyspozycji naszych Gości. Tworzymy dla nich klimat. Organizujemy przyjęcia weselne, sale często są też wynajmowane pod kątem uroczystości rodzinnych.

Latem, w każdy weekend zapraszamy muzyków, organizujemy koncerty na żywo. Ogródek jest wypełniony ludźmi.

 

 

Odwiedzając Was już kilkukrotnie zauważyłam, że dużą wagę przywiązujecie do produktów lokalnych-regionalnych.

 

Tak, zaopatrujemy się tylko i wyłącznie u lokalnych kupców. W ten sposób wytwarza się solidarność, wspieramy się nawzajem. W sklepie na ul. Pułaskiego kupuję ryby, na ul. Łukowej zaopatruję się w owoce i warzywa, pieczywo kupujemy na ul.Grodzkiej. Korzystamy  tylko z lokalnych hurtowni, nikt nie przywozi nam towaru spoza Świdnicy. Wyjątkiem są sery zagrodowe z „Koziej Łąki” w Jeleniej Górze – są to produkty bez chemii, rewelacyjne. Kupujemy tam również śmietanę i jogurty.

Jestem Prezesem Stowarzyszenia „Kaduceusz ” – wspiera ono kupców, restauratorów i przedsiębiorców świdnickich. Organizuję lokalne weekendy pod hasłem „Kupuj Lokalnie”, namawiamy świdniczan do tego, aby wspierali lokalną przedsiębiorczość, aby byli gospodarczo solidarni.

 

 

Chyba wszystkie większe świdnickie imprezy kończą się w Ratuszowej :-) ?

 

Możliwe, że tak….większość aktorów, piosenkarzy i innych osobistości jest zapraszana do Ratuszowej. Udało nam się zbudować taką renomę. Niedawno naszym gościem był Robert Biedroń –  człowiek, ze  świetną energią. Uwielbiam Melę Koteluk – to właśnie przy jej muzyce stawiałam pierwsze kroki w bieganiu. Niedawno, po koncercie, była wraz z zespołem gościem w naszej restauracji – dla mnie to były niesamowite emocje.

 

 

Znajdujesz czas na sport?

 

Czas mam jedynie rano, do południa. Regularnie, trzy razy w tygodniu po 10 km. Bieganie jest dla mnie niezbędne, wyłączam się wtedy i zmierzam przed siebie.

 

Jaką kobietą trzeba być, żeby prowadzić taki biznes?

 

Trzeba być przede wszystkim silną osobą, nie wolno się poddawać. Trzeba być pozytywnie nastawionym do świata, a przede wszystkim lubić siebie – wtedy wszystko dużo łatwiej przychodzi. Nigdy się nie załamuję. Kiedy zdarzy mi się niepowodzenie, wyciągam z tego  wnioski, aby w przyszłości nie popełnić podobnego błędu. Początkowo „Ratuszowa” (z powodu swojej przeszłości) nie miała dobrej opinii, bywały dni, że nie było w niej gości, a trzeba było opłacić wszelkie rachunki, zobowiązania. Jednak nigdy nie przyszło mi nawet do głowy, żeby zamknąć interes, wrócić do domu i płakać.

 

 

Każda firma ma swój gorszy czas, więc zawsze potrzeba dużo cierpliwości. Dopiero po dłuższym czasie pojawia się zarobek. Wyznaję taką zasadę: tam, gdzie się wkłada serce, na pewno wszystko się uda. Jeżeli myślisz pozytywnie, ta właśnie pozytywna energia do ciebie powraca. Nigdy nie rozpamiętuję tego, co było – wstecz patrzę tylko kiedy cofam autem :-)

 

Moi pracownicy są ze mną od początku. Chyba mnie trochę lubią, ale ja wcale nie jestem taką dobrą szefową, jestem bardzo wymagająca, dlatego że wymagam dużo od siebie. Jeżeli  jest potrzeba, zakładam płaskie buty, związuję włosy i staję się kelnerką albo coś naprawiam :-)

Budzę się rano i myślę: Jestem szczęśliwą kobietą – moje życie należy do mnie i chcę je przeżyć świetnie i kolorowo.

 

web.facebook.com/PiwnicaRatuszowa/ 

Please reload