Żeby wszystko pasowało...

2018/06/15

W niezwykle przytulnym i ciekawie urządzonym mieszkaniu znajdującym się tuż obok świdnickiego rynku, rozmawiałam z Joanną Keller-Wiącek - architektem.

 

Jesteś architektem – czym tak naprawdę się zajmujesz ?

 

Wiele ludzi mnie o to pyta na początku współpracy :-) Zajmuję się projektowaniem architektury i koordynowaniem pozostałych części projektu, tak żeby wszystko do siebie pasowało. Zdejmuję z barków inwestora cała bieganinę związaną z tworzeniem dokumentacji potrzebnej do uzyskania pozwolenia na budowę.

Działam wszechstronnie – zajmuję się projektami począwszy od małego domku, a skończywszy na wielkich halach przemysłowych. Całkiem nowe koncepcje, projekty autorskie, ale także przebudowy domów, mieszkań, adaptacje, projektowanie wnętrz – w pełni kompleksowa obsługa. Przerobiłam już tak wiele różnych zagadnień, że nic nie jest mi straszne :-)

 

 

Wszystko wymyślam, następnie projektuję. Staram się uwzględniać wszelkie potrzeby i wizje klienta. Zależy mi, żeby przestrzeń, którą projektuję była funkcjonalna i przyjazna. W projekcie muszę uwzględnić bardzo wiele czynników. Po pierwsze, przepisy budowlane oraz uwarunkowania wynikające z prawa lokalnego. Po drugie, oczekiwania inwestora, jego wizje czy też wymagania technologiczne, jeśli projektuję coś specjalistycznego. Po trzecie, projekt to nie tylko architektura, ale też konstrukcja, instalacje sanitarne, wentylacja, centralne ogrzewanie, instalacje elektryczne…czasem dużo więcej – a to wszystko musi ze sobą współgrać i być funkcjonalne. Najbardziej lubię właśnie proces koncepcji, kiedy te wszystkie rzeczy muszę ze sobą pogodzić.

 

Mam swój zespół specjalistów, dzięki którym staje się to możliwe. Konstruktor, instalatorzy, drogowcy….Ja wymyślam – oni dopinają szczegóły, żeby pomysł mógł stać się rzeczywistością. Oczywiście, jak to przy pracy zespołowej, ktoś musi ją nadzorować. To moje zadanie. W całym procesie projektowania muszę pilnować, żeby wszystko było zgodne z założeniami, prawem…i oczekiwaniami klientów.

To są takie jakby klocki do poukładania. W efekcie klient dostaje ode mnie w pełni przygotowane opracowanie, które pozostaje już tylko złożyć razem z odpowiednim wnioskiem w Wydziale Architektury. A i ten wniosek często składam za inwestora.

 

 

Twoje mieszkanie jest niezwykle ciekawe i bardzo przytulne.

 

Moje mieszkanie to takie moje poletko doświadczalne, tu stosuję rozwiązania, które potem mogę wykorzystać w swoich projektach. Jeżeli jakiś element nie do końca mi odpowiada, drążę temat dopóki nie znajdę idealnego wyjścia.

Pracuję na własny rachunek, dzięki temu mogę pogodzić obowiązki zawodowe z wychowywaniem dzieci – chociaż nie zawsze jest łatwo…

 

Kiedy pojawiły się pierwsze myśli o architekturze?

 

Bardzo dobrze pamiętam ten moment – miałam 6 lat, wisiałam na trzepaku głową w dół i zastanawiałam się, kim bym chciała być w przyszłości - na pewno nie księżniczką ani strażakiem – może weterynarzem, architektem, albo akrobatką…:-)

Studia na architekturze to najlepszy okres w moim życiu, raj dla wyobraźni. Niestety potem przychodzi rzeczywistość i okazuje się, że nie wszystkiego, czego ja chcę, chcą także inni i trzeba się nieco dopasowywać.

 

Plany, marzenia…?

 

Moim wielkim marzeniem jest przywracanie życia XIX-wiecznym budynkom industrialnym (np. koleje, gazownie). Jest ich już coraz mniej, a mało kto zauważa jakie to perełki. Chciałabym także odświeżyć moje umiejętności manualne i wrócić do rysowania.

 

 

ignarte.pl

 

 

Please reload