Float away

2019/04/19

Przy dźwiękach muzyki relaksacyjnej, rozmawiałam z Karoliną Kowalską-Tyliszczak, założycielką Świdnickiego Centrum Floatingu "Oceanu Czasu".

 

Karolino, opowiedz o sobie.

 

Z wykształcenia jestem pielęgniarką. Po skończeniu studiów pracowałam w szpitalu we Wrocławiu. Niestety zupełnie nie spełniałam się w tym zawodzie. Oczekiwałam czegoś innego – chciałam nieść pomoc i dawać coś od siebie, jednak system pochłania na tyle, że jesteśmy w nim mocno ograniczeni. Miałam w życiu możliwość, żeby pójść inną drogą. Zaczęłam floatować. Podczas sesji floatingowej zrozumiałam, że jest to temat z wielką przyszłością. W kabinie nachodzą nas znakomite pomysły – gdy nie jesteśmy bombardowani informacjami, umysł się otwiera.

 

Poczułam floating całym swoim sercem i przy wsparciu męża i rodziny postanowiłam założyć własną działalność związaną z floatingiem. Zawód pielęgniarki pozwolił mi zdobyć większe zaufanie klientów. Mam szeroką wiedzę medyczną, więc mogę wiele poradzić, pomóc. Wielu osobom floating się autentycznie przydaje, to nie tylko relaks i przyjemność. Uwielbiam moment, kiedy osoba po korzystaniu z sesji, opowiada mi, że np. lepiej śpi, że przestało boleć, że zwolniła i ma czas dla siebie… Floating, wiedza o nim, zbieranie doświadczenia, stały się całym moim życiem.

 

 

Czym jest floating?

 

Floating to unoszenie się w pozycji leżącej na bardzo słonej wodzie, w specjalnej kabinie floatingowej. Woda ma głębokość 26 cm, rozpuszczone jest w niej ponad pół tony soli. Dzięki temu woda jest dużo bardziej słona niż w Morzu Martwym, w związku z tym nie musimy wykonywać żadnych ruchów – po prostu się unosimy. Nasze ciało dryfuje. Jest to zjawisko niezależne od wagi i wzrostu. Kabina jest bardzo obszerna – ma ponad 4m².

 

Kiedy leżymy na powierzchni wody, nie odczuwamy ciężaru swojego ciała. Nie ma nacisku ani na kręgosłup, ani na stawy – grawitacja nie działa na nas w normalny sposób, wszystkie partie mięśni rozluźniają się jednocześnie. Jeżeli osiągniemy ten efekt, utrzymuje się on przez długi czas, dopóki nasze nawyki nie spowodują, że mięśnie napną się z powrotem.

 

Magnez zawarty w wodzie wchłania się w nasze ciało, działa przeciwbólowo i przeciwzapalnie. Mamy wyporność, więc nie czujemy nacisku, wszystko szybciej się goi. W Polsce tak naprawdę wiedza na ten temat dopiero raczkuje. W innych krajach sportowcy wykorzystują floating do szybszej regeneracji po kontuzjach i urazach.

 

 

Wg statystyk GUS-u ¼ Polaków jest odmagnezowana. To co zwykle odczuwamy: drganie powiek, rozkojarzenie to już późne skutki niedoboru magnezu. Przyjmujemy magnez w postaci tabletek, jednak z przewodu pokarmowego wchłania się on jedynie w 30%, natomiast magnez z powierzchni skóry wchłania się w 90%. Poprawia się pamięć, jesteśmy naładowani energią, bardziej efektywni, lepiej i szybciej myślimy.

Podczas sesji relaksujemy się, izolujemy od świata. Pojedyncza sesja floatingowa niweluje zmęczenie jak kilka godzin snu. Ludzie często przychodzą tutaj przed pracą, młode mamy odsypiają w kabinie zarwane noce.

 

Relaksująca muzyka, delikatne światło lub jego brak – nasz umysł wpada w stan odprężenia, następnie głębokiego relaksu, czyli stanu Theta. Dzieje się to samoczynnie. W podobny stan wpadają mnisi podczas medytacji.

 

Sól (Epsom – czysta jak do badań laboratoryjnych) zawarta w wodzie to siarczan magnezu – siarka genialnie wpływa na cerę, włosy i paznokcie – widzę u siebie pozytywne zmiany. Skóra jest bardzo nawilżona. Sama woda jest jakby tłusta w dotyku.

 

Podczas sesji, w ciemności, generowana jest przez nasz organizm melatonina, która reguluje nasz sen i czuwanie.

 

Jak wygląda sesja floatingowa?

 

Do kabiny wchodzimy nago, magnez wchłania się w naskórek, następnie pod prysznicem jedynie się spłukujemy wodą, nie używamy środków myjących (magnez wchłania się do naszego ciała ok. 4-6 godzin).

 

O wodę dbamy w odpowiedni sposób. Między klientami woda przechodzi przez cykl filtracji oraz jest naświetlana lampami UV (dezynfekcja), następnie dodawany jest ozon. Po zakończonym dniu woda jest sterylizowana nadtlenkiem wodoru. Mamy pewność, że ta woda jest niemal sterylna.

 

W kabinie, początkowo słuchamy relaksującej muzyki, po pewnym czasie muzyka cichnie, kabina jest wygłuszona. Bardzo wyraźnie zaczynamy słyszeć swój oddech. Po 30-tej minucie floatu następuje wyrzut endorfin – hormon szczęścia i… odlatujemy 😊. Klienci opowiadają, że to tak, jakby spali z otwartymi oczami.

 

Ludzie opowiadają mi, że nie są w stanie komuś opowiedzieć, jak było na floatingu, bo tego trzeba po prostu doświadczyć.

Uwielbiam swoją pracę. Ktoś kiedyś powiedział: „Zajmuj się czymś, co stanowi twoją pasję, a nie przepracujesz ani jednego dnia w swoim życiu”. Jestem właśnie taką szczęściarą 😊.

 

oceanczasu.pl/

 

www.facebook.com/Ocean-Czasu-%C5%9Awidnickie-Centrum-Floatingu-1807905375929851/

 

Please reload