Złapać chwilę

2018/08/31

Rozmawiałam z Martyną Kycią - fotografką, mistrzynią w uchwytywaniu ludzkich emocji...

 

Jak to się stało, że zajęłaś się fotografią?

 

Fotografia towarzyszyła mi od zawsze, jednak zajmowanie się tym zawodowo pozostawało zawsze w sferze marzeń. Skończyłam studia ekonomiczne, chociaż tak naprawdę finanse i rachunkowość nigdy mnie nie interesowały :-)

Po skończeniu studiów pracowałam przez jakiś czas na etacie, było to dla mnie nowe doświadczenie i podobała mi się ta praca, ale po dwóch latach coś we mnie wygasło…

 

 

Razem z moim narzeczonym postanowiliśmy wtedy, że wyjedziemy na pół roku do Szkocji. Spakowaliśmy się i ruszyliśmy w drogę. Pracowałam w hotelu, ale to nie była satysfakcjonująca praca.

Cały czas byłam mocno zafascynowana fotografią ślubną, przeglądałam portfolia, chciałam się uczyć. Kupiłam aparat – 10-letni model, do którego obiektyw pożyczyłam od kolegi :-) W styczniu 2017 roku przyleciałam do Polski na warsztaty fotograficzne. Poznałam wtedy wielu ludzi z branży i bardzo dużo się nauczyłam. Coś we mnie pękło i postanowiłam zaryzykować. Wróciliśmy do Polski na stałe i tu założyłam działalność.

 

 

Na czym tak naprawdę polega zawód fotografa?

 

Ja zajmuję się głównie fotografią ślubną. Śmieję się, że tak naprawdę jest to praca fotografa i psychologa w jednym – należy mieć specyficzne podejście do ludzi, tak by potrafili się otworzyć i wpuścić mnie do swojego świata. Dla mnie zdjęcia są emocjami, w związku z tym muszę z klientami nawiązać pewną więź. Ludzie zwykle nie zdają sobie sprawy z tego, jak wygląda taka sesja, często myślą, że będę kazała im pozować. Najczęściej podczas spotkania dużo rozmawiamy, spacerujemy – zdjęcia powstają w międzyczasie, przypadkiem, między wierszami – wtedy mamy najlepszy efekt. Moim parom przypominam o odprężeniu i uśmiechu : -) Nowożeńcy są często bardzo zestresowani, czasami aż smutni… a na zdjęciach widać wszystko.

Podczas ślubów emocje same się pojawiają, moim zadaniem jest je udokumentować.

 

 

Kiedy odbywa się taka plenerowa sesja ślubna?

 

Sesja może odbyć się w dniu ślubu i trwa maksymalnie pół godziny, w porze zachodu słońca opuszczamy dyskretnie wesele, tak aby goście nie odczuli nieobecności pary młodej.

Zawsze namawiam młodych, aby sesja odbyła się w dniu ślubu, bo tych emocji nie da się później powtórzyć. Zazwyczaj fotografuję od przygotowań do oczepin. Wszystko przeżywam razem z młodą parą.

 

Najciekawsze wesele?

 

Było to wesele polsko-włoskie. Włosi pokazali, że może być naprawdę wesoło. Zostałam tam przyjęta jak członek rodziny... Czułam się fantastycznie. Tam uśmiech nie schodził ludziom z twarzy.

 

Co jeszcze fotografujesz?

 

Bardzo lubię fotografować rodziny. Teraz rozwijam się też w kierunku sesji biznesowych – chciałabym, aby były one naturalne, nieustawiane, aby zdjęcia były wykonywane podczas pracy, po prostu wiarygodne. Troszkę więcej uwagi poświęcam też fotografii produktowej.

Wyzwaniem zawsze są sesje w trudnych warunkach atmosferycznych – takie zdjęcia robiłam w Szkocji, na Górze Artura w Edynburgu. Zerwał się niesamowity wiatr, padał mocny deszcz, ale udało się, wyszedł z tego niezły materiał.

 

Marzenia?

 

Chciałabym już zawsze trafiać na ludzi świadomych, którzy podchodzą do ślubu bez pośpiechu, którzy pozwolą mi wejść do swojego świata, tak żebyśmy mogli stworzyć piękny, naturalny obraz bez sztucznego budowania rzeczywistości. Marzą mi się także sesje w ciekawych miejscach, np. wysokich górach, na Islandii czy we Włoszech.

 

web.facebook.com/surrealistycznafotografia/

www.instagram.com/surrealistyczna_fotografia/

 

 

Please reload