W parku na wypasie

2018/02/23

Park Młodzieżowy w Świdnicy zyskał świetne miejsce. Rozmawiałam z Nicolą Jęsiak, założycielką Paśnika.

 

Zachęcająca nazwa – „Paśnik – jedz i pij”...

 

Jesteśmy w miejscu znajdującym się tuż przy parku. Tak naprawdę w Parku Młodzieżowym nie ma gdzie usiąść, napić się i zjeść. Chciałam, aby nazwa nawiązywała do naturalności, swojskości i do możliwości porządnego najedzenia się :-) Nasze hamburgery są ogromne i mocno „spolszczone” – bardzo mi zależało na dużej ilości warzyw. Można także wybrać ciemne pieczywo, a sosy przygotowujemy sami na miejscu, oczywiście bez żadnych konserwantów.

 

 

Od kiedy zajmujesz się branżą gastronomiczną?

 

Moja mama miała bar, często jej tam pomagałam, znałam wszystko „od kuchni”. Gdy miałam naście lat nie przepadałam za gastronomią, moją pasją są konie i to z nimi wiązałam swoją przyszłość zawodową. Poszłam na studia, dorabiałam trochę jako kelnerka – to również dało mi sporo doświadczenia. Gdy miałam 20 lat postanowiłam z moim chłopakiem, że będziemy sprzedawać hot-dogi na różnego rodzaju festynach. W czasie tej przygody świetnie się bawiliśmy, ale też bardzo napracowaliśmy, nie był to łatwy kawałek chleba. Po przepracowanym sezonie, pomimo że udało nam się zarobić, postanowiliśmy nie iść dalej w tą stronę, gdyż życie "festyniarza" nie dawało nam satysfakcji. Zdobyliśmy jednak ogromną ilość doświadczenia.

Po ukończeniu studiów nadszedł czas, kiedy zaczęłam się zastanawiać, co zrobić ze swoim życiem. Konie pozostały moją wielką pasją, wiem, że na tę chwilę nie umiałabym na nich zarabiać. Pomyślałam o branży gastronomicznej.

 

 

Skąd pomysł na burgery?

 

Pomysł przywiozłam ze Stanów, gdzie burgery są bardzo rozpowszechnione (jak u nas schabowy :-)). Zauważyłam, że w Świdnicy brakuje lokalu z dobrymi burgerami. A w większych miastach takie miejsca cieszą się dużym zainteresowaniem. Chciałam trochę odczarować burgery, żeby nie były postrzegane jako niezdrowy posiłek. Potrafię zarządzać gastronomią, więc dłużej się nie zastanawiałam i zaczęłam szukać odpowiedniego lokalu. Działalność rozpoczęliśmy w kwietniu zeszłego roku. Początki były dość ciężkie, 90% prac wykonaliśmy sami przy ogromnym wsparciu naszych przyjaciół, którzy w tym czasie zostawili swoje życie i pomogli nam stworzyć to miejsce. Jestem im dozgonnie wdzięczna. Oni też byli pierwszymi testerami Paśnika. Gdy ruszył ogródek i zrobiło się ciepło, praca ruszyła pełną parą.

 

 

Odnowiliśmy elewację, nieco przebudowaliśmy wnętrze. Lokal ma trochę ponad 20m i tak naprawdę składa się z samej kuchni :-) Moim marzeniem było zabudowanie ogródka na zimę, niestety miasto nie wyraziło zgody. Otworzyliśmy catering, rozwozimy jedzenie, co zimą w zupełności zadowala naszych klientów. Oczywiście zdarzają się też klienci wyjątkowo wytrwali, którzy zajadają się burgerami nawet na mrozie :-)

 

 

Jak wygląda oferta?

 

Mamy trzy dania główne: burgery, pancakesy i sałatki. Królują burgery, ale każda z pozycji ma swoich zwolenników. Można skomponować swojego burgera, do wyboru jest bułka pszenna lub pełnoziarnista, wołowina lub drób oraz cztery sosy. Mięso także sami przygotowujemy (mielimy, doprawiamy, formujemy burgery i grillujemy). W naszej kuchni nie ma miejsca na gotowce. Pancakesy to cztery grube naleśniki przekładane farszem – słodkim lub wytrawnym. Rankiem królują sałatki, zamawiają je panie pracujące w świdnickich biurach. Wybór dań jest stosunkowo niewielki, ale dzięki temu możemy je przygotować w 100% idealnie. Wszystko sprzedawane jest na bieżąco, więc produkty są zawsze świeże. Bułki codziennie rano dowozi nam jeden ze świdnickich piekarzy. Są pieczone specjalnie dla nas. Oprócz stałego menu, co jakiś czas wprowadzamy burgery okazjonalne, są one dostępne przez jakiś czas, np. burger z gruszką i serem pleśniowym, przed świętami hitem był burger z oscypkiem.

Wiele osób nie doceniało potencjału tego miejsca, dziwili się, że jak to, w tej budzie? Lokal odnowiliśmy, założyliśmy estetyczny taras, nadaliśmy temu miejscu nowy charakter i duszę.

 

 

Dalsze plany?

 

Powoli myślimy o powiększeniu firmy, ale miejsce na Kolejowej na pewno zostanie, bo wiąże się dla nas z ogromnym sentymentem.

Niedługo biorę udział w konferencji z branży gastronomicznej, jestem podekscytowana, lubię uczyć się nowych rzeczy. Kiedy człowiek w końcu znajdzie coś, co lubi robić, może tak naprawdę zacząć działać i się realizować.

Przyznam się, że odkąd założyłam Paśnik, przytyłam odrobinę, ale widocznie taka jest cena sukcesu (śmiech). Muszę po prostu wszystkiego spróbować.

Zależy mi na tym, aby osoby, które ze mną pracują, lubiły to, co robią. Ja mam mocny, damski zespół i bardzo sobie to cenię.

 

web.facebook.com/pasnik.jedzipij

www.pasnik-swidnica.pl

 

Please reload